Jak wygląda degradacja ładowarek? Sprzęt też się starzeje

Jak wygląda degradacja ładowarek? Sprzęt też się starzeje… tak, dziś opowiemy Wam o tym, o czym praktycznie nikt nie mówi. I o czym wielu z nas po pierwsze nie wie, a po drugie w ogóle nie myśli.

Jeszcze kilka lat temu, kiedy elektromobilność dopiero nabierała rozpędu, niemal cała dyskusja koncentrowała się wokół jednego tematu.

Degradacja baterii.

I trudno się dziwić. To właśnie akumulator jest najdroższym elementem samochodu elektrycznego, więc pytania o jego żywotność pojawiały się niemal codziennie. Dziś wiemy już całkiem sporo. Wiemy, że większość współczesnych baterii starzeje się znacznie wolniej, niż przewidywali sceptycy jeszcze kilka lat temu. Mało tego, dziś nawet twórcy baterii do EV przyznają, ze nie docenili ich trwałości i baterie wytrzymują dużo dłużej niż inżynierowie zakładali na początku.

Ale jest jeszcze druga strona całej układanki. Ta z wtyczką:) Dużej mocy, czasami mniejszej:)

To ładowarki…

One również się starzeją.

Bardzo stara stacja ładowania niedaleko miasta Udine we Włoszech. Moc zaledwie 50 kW, ale nowy wyraźny wyświetlacz, ładowanie ruszyło od pierwszego razu, bez żadnych problemów. Widać, że stacja jest mocno leciwa, jednak widać też, że jest dobrze serwisowana.

I choć nie tracą pojemności jak akumulatory, to z biegiem lat także ulegają zużyciu. Czasem powoli i niemal niezauważalnie, a czasem w sposób, który odczuje każdy użytkownik, próbujący podłączyć swój samochód lub rower elektryczny. Oj tak, byłem ostatnio na jednej takiej w Krakowie. Wyglądała okropnie a na ekranie praktycznie nic nie było widać. Ale działała i udało mi się naładować auto.

Nikt o tym nie myśli ale elektronika również ma swoją datę urodzenia. A wszystko, co pracuje na zewnątrz przez cały rok, prędzej czy później zaczyna odczuwać upływ czasu, oraz wpływ i to bardzo bezpośredni słońca, deszczu, śniegu czy mrozu.

Deszcz, mróz i słońce nie mają litości!

Wyobraźmy sobie zwykłą publiczną ładowarkę.

Stoi przy parkingu.

Latem nagrzewa się do ponad 50 stopni Celsjusza. Zimą pracuje przy kilkunastostopniowym mrozie. Jesienią przez wiele tygodni zmaga się z wilgocią, a wiosną z pyłem, piaskiem i pyłkami roślin.

Do tego każdego dnia korzystają z niej dziesiątki użytkowników.

Kabel jest zwijany i rozwijany.

Wtyczka trafia raz delikatnie do gniazda, a innym razem… z nieco większym impetem.

To trochę jak z drzwiami wejściowymi do popularnego sklepu.

Po kilku latach nadal działają, ale mechanizmy wewnątrz mają za sobą setki tysięcy cykli otwierania.

Z ładowarkami jest podobnie.

Najbardziej zużywa się to, czego nawet nie widzimy

Wbrew pozorom pierwszym elementem, który zaczyna zdradzać oznaki zmęczenia, nie jest komputer sterujący.

Najczęściej są to rzeczy najbardziej prozaiczne.

Styki we wtyczce.

Mechanizmy blokujące.

Uszczelki.

Przyciski.

Przewody.

Elementy odpowiedzialne za chłodzenie.

Każde podłączenie samochodu czy roweru elektrycznego to kolejny cykl pracy.

Po kilku latach takich cykli mogą być już dziesiątki, a nawet setki tysięcy.

Dlatego producenci projektują swoje urządzenia z odpowiednim zapasem trwałości, ale nawet najlepsze materiały nie są wieczne.

Elektronika również się starzeje

Elektronika nie zużywa się w taki sposób, jak mechanika.

Nie ściera się.

Nie skrzypi.

Jednak również podlega procesowi starzenia.

Kondensatory stopniowo tracą swoje właściwości.

Układy chłodzenia pracują coraz intensywniej.

Wentylatory obracają się tysiące godzin.

Przekaźniki wykonują kolejne cykle załączania.

To właśnie dlatego profesjonalni operatorzy infrastruktury ładowania, prowadzą regularne przeglądy, zanim użytkownik zdąży zauważyć jakikolwiek problem.

Bo dobra ładowarka to nie ta, która nigdy się nie psuje.

To ta, która jest odpowiednio serwisowana. To trochę jak z autem spalinowym. Robisz przeglądy? Pojeździsz dłużej. Pamiętam przypadek jednej ze spółek budowlanych z którymi miałem styczność. Panowie prezesi zakupili sobie dwa auta Mitsubishi Outlander. Nowiutkie i świeżutkie… po czym jeździli przez ponad dwa lata w ogóle nie szanując aut, i uwaga!!! Nie robiąc ani jednego przeglądu. A jeździli bardzo dużo i po całej Polsce. Efekt? Po zaledwie 2 latach użytkowania obydwa auta oprócz opłakanego stanu wizualnego miały silniki do wymiany.

Podobnie jest ze stacją ładowania. Może nie dosłownie, ale trzeba o nią dbać i ją serwisować. Inaczej po jakimś czasie po prostu przestanie spełniać swoją funkcję. A tego nie chciałby żaden operator.

A co z ładowarkami rowerowymi?

To bardzo ciekawy temat, bo wielu osobom wydaje się, że skoro stacja ładowania rowerów elektrycznych pracuje z dużo mniejszą mocą niż ładowarka samochodowa, praktycznie nic nie może się w niej zużyć.

To tylko część prawdy.

Oczywiście nie mamy tutaj kabli przenoszących setki amperów ani rozbudowanych układów chłodzenia.

Pozostaje jednak wszystko to, co każdego dnia wystawione jest na działanie pogody i intensywnej eksploatacji.

Zamki.

Gniazda.

Zawiasy.

Elementy zabezpieczające.

Elektronika odpowiedzialna za komunikację i kontrolę zasilania.

W miejscowościach turystycznych czy przy popularnych trasach rowerowych jedna stacja potrafi obsłużyć w sezonie tysiące użytkowników. To oznacza tysiące otwarć drzwi, podłączeń ładowarek i zamknięć skrytek.

Sprzęt po prostu pracuje.

A skoro pracuje, wymaga również odpowiedniej opieki.

Czasami największym wrogiem stacji nie jest użytkownik

To natura.

Wilgoć potrafi dostać się tam, gdzie przez kilka lat wszystko działało idealnie. Pył osiada na elementach chłodzących. Owady potrafią znaleźć drogę do wnętrza obudowy. Silne promieniowanie UV stopniowo wpływa na tworzywa sztuczne i uszczelnienia.

Do tego dochodzą różnice temperatur pomiędzy dniem a nocą.

Operatorzy dobrze wiedzą, że urządzenia pracujące na zewnątrz, starzeją się inaczej niż sprzęt stojący w klimatyzowanej serwerowni.

Dlatego nowoczesne stacje projektowane są z myślą o wieloletniej pracy w naprawdę trudnych warunkach.

Oprogramowanie również się starzeje

To chyba najbardziej niedoceniany rodzaj degradacji.

Sprzęt może działać perfekcyjnie, ale świat wokół niego się zmienia.

Pojawiają się nowe standardy komunikacji.

Nowe wymagania dotyczące cyberbezpieczeństwa.

Nowe sposoby autoryzacji użytkowników.

Dlatego współczesna stacja ładowania to już nie tylko urządzenie elektryczne.

To komputer podłączony do internetu. A komputer, który przez kilka lat nie otrzymuje aktualizacji, bardzo szybko zaczyna odstawać od rzeczywistości.

Regularne aktualizacje oprogramowania są dziś równie ważne jak przegląd techniczny całego urządzenia. Coraz częsciej też mówi się o aktualizacjach OTA – czyli Over the Air. Nie trzeba wtedy fatygować się do stacji i aktualizować jej nazwijmy to ręcznie.

Dobra infrastruktura to nie ta najnowsza

To ta najlepiej utrzymana.

Podczas naszych podróży po Europie wielokrotnie trafialiśmy na ładowarki mające już kilka, a czasem nawet kilkanaście lat.

I wiecie co?

Działały bez najmniejszego problemu.

Dlaczego?

Bo ktoś o nie dbał.

Z drugiej strony zdarzają się zupełnie nowe urządzenia, które przez brak regularnych przeglądów czy zaniedbania serwisowe, zaczynają sprawiać problemy znacznie wcześniej, niż powinny.

W elektromobilności – podobnie jak w motoryzacji – wiek nie zawsze jest najlepszym wyznacznikiem kondycji.

Znacznie ważniejsza jest jakość utrzymania.

Sprzęt też zasługuje na drugie życie

Coraz częściej mówi się o recyklingu baterii i ponownym wykorzystaniu akumulatorów.

Znacznie rzadziej rozmawiamy o samych ładowarkach.

Tymczasem wiele ich elementów można wymienić, zmodernizować lub zaktualizować bez konieczności budowy całkowicie nowej infrastruktury.

Nowy moduł zasilania. Nowy ekran. Lepsza elektronika. Nowe oprogramowanie.

Takie modernizacje często pozwalają wydłużyć życie urządzenia o kolejne lata. To dobra wiadomość nie tylko dla operatorów, ale również dla środowiska.

Elektromobilność dojrzewa

Jeszcze kilka lat temu cieszyliśmy się z każdej nowej ładowarki pojawiającej się na mapie.

Dziś rynek wchodzi w kolejny etap. Coraz ważniejsze staje się nie tylko to, ile stacji powstaje, ale również jak długo pozostają niezawodne.

Bo prawdziwa jakość infrastruktury nie polega wyłącznie na liczbie punktów ładowania.

Polega na tym, że użytkownik podjeżdża do urządzenia po pięciu, siedmiu czy nawet dziesięciu latach jego pracy… i wszystko działa dokładnie tak, jak powinno.

A to nie dzieje się samo.

Za każdą sprawną ładowarką stoi projekt, dobre komponenty, regularny serwis i ludzie, którzy wiedzą, że sprzęt – podobnie jak każdy inny element nowoczesnej infrastruktury – również się starzeje.

I właśnie dlatego warto o niego dbać.

Udostępnij wpis