Jak działa dynamic load balancing w stacjach ładowania?
Są technologie, o których praktycznie się nie mówi. Nie dlatego, że są mało ważne. Wręcz przeciwnie. Po prostu działają gdzieś w tle i wtedy, kiedy robią swoją robotę dobrze, nikt ich nawet nie zauważa.
Dynamic load balancing jest właśnie jedną z nich
Większość kierowców samochodów elektrycznych interesuje przede wszystkim jedno – czy auto będzie się ładowało szybko. Zarządcy budynków patrzą jednak na ten sam problem z zupełnie innej strony. Dla nich równie ważne jest to, aby podczas ładowania nie wyłączyć połowy obiektu.
Bo wyobraźmy sobie hotel, biurowiec albo pensjonat. Jest wieczór. Goście wracają po całym dniu i niemal jednocześnie podłączają swoje samochody do ładowania. W tym samym czasie działa klimatyzacja, kuchnia przygotowuje kolację, windy kursują między piętrami, pralnia kończy ostatnie pranie, a restauracja serwuje kolejne dania.
Sieć elektryczna dostaje wtedy naprawdę solidne wyzwanie.
I właśnie w takich momentach do gry wchodzi dynamiczne zarządzanie mocą. Coś o czym większość ludzi nie ma zielonego pojęcia.
Nie chodzi o więcej prądu. Chodzi o mądrzejsze jego wykorzystanie
Jeszcze kilka lat temu właściciele obiektów planujący montaż kilku ładowarek często słyszeli jedną odpowiedź.
„Trzeba zwiększyć moc przyłączeniową.”
Brzmi rozsądnie.
Problem w tym, że zwiększenie mocy oznacza często długie procedury, uzgodnienia z operatorem sieci, kosztowne modernizacje instalacji, a czasem również wymianę transformatora. Mówimy więc nie o tysiącach, lecz nierzadko o dziesiątkach lub setkach tysięcy złotych.
A przecież przez większość doby cała dostępna moc… i tak nie jest wykorzystywana.
Dynamic load balancing wychodzi z zupełnie innego założenia.
Nie pyta, ile energii można dostarczyć.
Pyta natomiast:
Ile energii jest dostępne dokładnie w tej chwili?
To subtelna, ale fundamentalna różnica. Takie… nazwijmy to inteligentne podejście do tematu.
„Inteligentny dyrygent całej instalacji” – o to bardzo ładna nazwa:)
Najłatwiej porównać dynamic load balancing do dyrygenta orkiestry.
Każdy instrument ma swoje miejsce.
Każdy może zagrać głośniej lub ciszej.
Najważniejsze jednak, aby całość brzmiała harmonijnie.
Tak samo działa inteligentny system zarządzania mocą.
Specjalne liczniki energii nieustannie monitorują pobór prądu w całym budynku. Informacja trafia do sterownika, który analizuje sytuację praktycznie w czasie rzeczywistym.
Jeżeli hotel właśnie uruchomił pralnię i pobór energii gwałtownie wzrósł, system automatycznie ogranicza moc przekazywaną do ładowarek.
Kiedy zużycie w budynku spada, moc wraca do samochodów.
Cały proces odbywa się automatycznie.
Bez udziału użytkownika.
Bez konieczności ręcznego sterowania.
Bez ryzyka przeciążenia instalacji.
Kierowca często nawet tego nie zauważy
To chyba największa zaleta tego rozwiązania.
W zdecydowanej większości przypadków użytkownik nie ma świadomości, że system właśnie zmniejszył lub zwiększył moc ładowania.
Samochód nadal pobiera energię.
Po prostu robi to z taką mocą, jaka w danym momencie jest rozsądna i bezpieczna dla całego obiektu.
Jeżeli w hotelu nocuje dziesięciu kierowców samochodów elektrycznych, nie oznacza to, że wszyscy potrzebują maksymalnej mocy dokładnie w tej samej chwili.
Jedni przyjechali z baterią na poziomie 15%.
Inni mają jeszcze 70%.
Jeszcze inni wyjadą dopiero rano.
Dynamic load balancing potrafi uwzględniać takie scenariusze, efektywnie rozdzielając dostępne zasoby.
Dlaczego to staje się standardem?
Jeszcze niedawno jedna ładowarka była ciekawostką.
Dzisiaj coraz częściej projektuje się całe parkingi wyposażone w kilka, kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt punktów ładowania.
Dotyczy to hoteli, galerii handlowych, biurowców, wspólnot mieszkaniowych, flot firmowych i zakładów produkcyjnych.
Problem polega na tym, że infrastruktura energetyczna nie rozwija się równie szybko, jak liczba samochodów elektrycznych.
Operatorzy sieci nie są w stanie z dnia na dzień zwiększać mocy każdego przyłącza.
Dlatego znacznie rozsądniej jest nauczyć się efektywnie wykorzystywać to, co już mamy.
I właśnie dlatego dynamiczne zarządzanie mocą staje się jednym z najważniejszych elementów nowoczesnych instalacji ładowania.
Firmy patrzą dziś na coś więcej niż samo ładowanie
Jeszcze kilka lat temu zakup stacji ładowania był głównie inwestycją w ekologiczny wizerunek.
Dzisiaj coraz częściej jest elementem strategii biznesowej.
Firmy analizują koszty energii, planują rozwój flot elektrycznych, wdrażają systemy ERP, monitorują zużycie energii i optymalizują każde kilowatogodziny.
Dynamic load balancing idealnie wpisuje się w ten kierunek. Pozwala bowiem uniknąć kosztownych modernizacji sieci.
Zmniejsza ryzyko przeciążenia instalacji.
Poprawia bezpieczeństwo.
Ułatwia rozbudowę infrastruktury w przyszłości.
I co równie ważne — pozwala lepiej wykorzystać energię, za którą przedsiębiorstwo już płaci.
To dopiero początek
Rozwój elektromobilności sprawia, że systemy zarządzania energią stają się coraz bardziej inteligentne. Ładowarki zaczynają komunikować się z magazynami energii. Współpracują z instalacjami fotowoltaicznymi.
Potrafią uwzględniać taryfy dynamiczne, ceny energii czy harmonogram pracy całej firmy.
W najbliższych latach dynamic load balancing będzie coraz częściej wspierany przez algorytmy sztucznej inteligencji, które będą przewidywały zapotrzebowanie na energię jeszcze zanim ono się pojawi.
Brzmi futurystycznie? No pewnie dla większości z nas tak, ale pierwsze takie rozwiązania są już dostępne na rynku. To trochę jak początki EV w naszym kraju. Pamiętam to dobrze. Jakieś 14-15 lat temu auto na prąd wzbudzało zainteresowanie i było raczej ciekawostką. Dziś jest normalną rzeczą, taka codzienną. No i jeździ ich coraz więcej po naszych ulicach. Load Balancing dziś zaczyna raczkować. Jednak za 5 czy 10 lat bedzie to na pewno ogólnie obowiazujące rozwiązanie.