Czy warto budować hub ładowania zamiast pojedynczej stacji? No właśnie… to ciekawe zagadnienie.
Kilka tygodni temu, wracając z kolejnej podróży przez Europę, zatrzymaliśmy się na jednym z hubów ładowania we Włoszech.
Kilka samochodów już ładowało baterie. W tym samym czasie ktoś jadł śniadanie, ktoś rozmawiał przez telefon, dzieci biegały między stolikami, a obok kierowca elektrycznego vana spokojnie pił kawę.
Nikt się nie spieszył.
Nikt nie patrzył nerwowo, czy stanowisko za chwilę się zwolni.
I właśnie wtedy pomyślałem, jak bardzo zmieniło się nasze podejście do infrastruktury ładowania.
Jeszcze kilka lat temu cieszyliśmy się z jednej działającej ładowarki. Dzisiaj jedna ładowarka coraz częściej po prostu… nie wystarcza.
Nie dlatego, że jest za wolna.
Dlatego, że użytkowników jest coraz więcej. Również u nas w Polsce, choć prawdziwy potop aut EV widać w Zachodniej Europie.
Pamiętam czasy, kiedy widok samochodu elektrycznego na publicznej stacji był wydarzeniem.
Spotkanie dwóch kierowców EV kończyło się rozmową o zasięgu, aplikacjach i planach kolejnych podróży. Infrastruktura dopiero raczkowała, więc nikt nie oczekiwał cudów.
Jeżeli ładowarka działała, wszyscy byli zadowoleni.
Rynek jednak dorósł
Dzisiaj samochody elektryczne przestały być ciekawostką. W wielu krajach Europy stały się codziennością. Coraz więcej elektrycznych aut trafia również do firm, flot i wypożyczalni. Na drogach pojawiają się elektryczne dostawczaki, autobusy, a za chwilę w jeszcze większej liczbie zobaczymy ciężarówki korzystające z infrastruktury dużej mocy.
To oznacza jedno.
Zmieniają się potrzeby
Pojedyncza stacja ładowania nadal ma swoje miejsce na rynku. Przy hotelu. Pensjonacie. Biurze. Małej restauracji.
Tam, gdzie samochód stoi przez kilka godzin, często okazuje się rozwiązaniem w pełni wystarczającym.
Problem zaczyna się wtedy, gdy ruch jest znacznie większy
Wyobraźmy sobie popularny park handlowy przy drodze ekspresowej.
Albo centrum logistyczne.
Albo miejsce, przez które każdego dnia przejeżdżają setki samochodów.
Jedna ładowarka bardzo szybko staje się wąskim gardłem.
Nie dlatego, że ma zbyt małą moc. Po prostu może obsłużyć tylko jeden samochód.
A kolejka jest najgorszą reklamą, jaką może dostać inwestor.
Podczas naszych wyjazdów coraz częściej wybieramy miejsca, w których wiemy, że stanowisk będzie kilka. ( IONITY, Electra, SuC Tesli, FreetoX… te sieci wiedzą, że „im więcej stacji w jednej lokalizacji – tym lepiej”)
Nie dlatego, że wszystkie będą zajęte. Wręcz przeciwnie. Chodzi o spokój. To trochę jak z parkingiem przed supermarketem.
Nawet jeśli większość miejsc jest wolna, samo poczucie, że nie będziemy krążyć przez dziesięć minut, sprawia, że wybieramy właśnie to miejsce.
Hub ładowania działa bardzo podobnie.
Daje kierowcy komfort psychiczny.
A komfort w podróży jest często równie ważny jak moc ładowarki.
Coraz częściej słyszę pytanie, czy budowa hubu ładowania jest opłacalna.
I jak to zwykle bywa, odpowiedź brzmi: to zależy.
Nie od samej technologii.
Od lokalizacji.
Jeżeli inwestor dysponuje miejscem o dużym natężeniu ruchu, dobrze skomunikowanym z głównymi drogami, pojedyncza stacja może bardzo szybko przestać odpowiadać rzeczywistym potrzebom użytkowników.
Hub pozwala rozłożyć ruch pomiędzy kilka stanowisk, skrócić czas oczekiwania i jednocześnie zwiększyć liczbę klientów obsługiwanych w ciągu dnia.
To nie jest wyłącznie kwestia wygody.
To zwyczajna matematyka.
Im więcej samochodów może ładować się jednocześnie, tym większy potencjał wykorzystania infrastruktury.
Nie oznacza to jednak, że wystarczy ustawić obok siebie kilka ładowarek.
To jeden z najczęściej popełnianych błędów.
Dobry hub zaczyna się znacznie wcześniej
Od projektu. Odpowiednio zaplanowanego przyłącza energetycznego. Od możliwości zarządzania mocą oraz miejsca na wygodny wjazd i wyjazd.
Od szerokich stanowisk, które pomieszczą również większe SUV-y czy samochody z przyczepą.
A przede wszystkim od otoczenia.
Bo kierowca przyjeżdża na pół godziny.
Czasem na czterdzieści minut.
Pytanie brzmi, co będzie robił przez ten czas?
To właśnie tutaj wygrywają najlepiej zaprojektowane lokalizacje.
Restauracja. Kawiarnia. Sklep i koniecznie toaleta! Plac zabaw – może być. Hotel…
One nie są dodatkiem. One stają się częścią całej usługi. Podczas ostatniej podróży zauważyłem coś bardzo prostego. Praktycznie wszystkie miejsca, które wspominamy najlepiej, miały jedną wspólną cechę.
Ładowarka była ważna. Ale nigdy nie była najważniejsza.
Najważniejsze było to, że czas ładowania przestawał być czasem oczekiwania.
Stawał się normalnym przystankiem w podróży. Po prostu mieliśmy co robić. Zero nudy!
Coraz większego znaczenia nabiera również niezawodność.
Jeżeli jedna ładowarka w pojedynczej lokalizacji ulegnie awarii, kierowca najczęściej musi szukać kolejnego punktu.
W hubie sytuacja wygląda inaczej.
Nawet jeśli jedno stanowisko zostanie wyłączone z użytkowania, pozostałe nadal pracują.
To nie eliminuje problemu. Ale znacząco ogranicza jego skutki. Z punktu widzenia operatora oznacza większą ciągłość działania. Z punktu widzenia kierowcy – znacznie mniejsze ryzyko nieplanowanego postoju. Albo co gorsza poszukiwania kolejnej stacji, kiedy w baterii zostaje 3 czy 5 % energii.
Nie można również zapominać o przyszłości
Jeszcze kilka lat temu większość publicznych ładowarek obsługiwała pojedyncze samochody osobowe.
Dzisiaj coraz częściej myślimy o elektrycznych dostawczakach. Za chwilę na większą skalę pojawią się ciężarówki wykorzystujące standard MCS.
Rośnie liczba samochodów we flotach. Rośnie liczba aut prywatnych. Większe jest również zapotrzebowanie na energię. Projektowanie infrastruktury wyłącznie pod dzisiejsze potrzeby może okazać się zbyt krótkowzroczne.
Czy to oznacza, że przyszłość należy wyłącznie do hubów ładowania?

Nie.
Byłoby to zbyt daleko idące uproszczenie.
Małe stacje AC nadal będą świetnym rozwiązaniem dla hoteli, biur czy osiedli mieszkaniowych.
Pojedyncze szybkie ładowarki również znajdą swoje miejsce tam, gdzie ruch jest ograniczony.
Ale tam, gdzie infrastruktura ma obsługiwać dziesiątki lub setki kierowców każdego dnia, kierunek wydaje się coraz bardziej oczywisty.
Rynek przechodzi od pojedynczych urządzeń do całych centrów ładowania.
Dokładnie tak samo, jak kiedyś pojedyncze dystrybutory paliwa ustąpiły miejsca nowoczesnym stacjom oferującym znacznie więcej niż samo tankowanie.
Patrząc na to, co dzieje się dziś w Europie, mam wrażenie, że hub ładowania przestaje być wyłącznie miejscem, gdzie samochód uzupełnia energię.
Coraz częściej staje się przystankiem, który łączy mobilność z handlem, gastronomią i usługami. To już nie jest kilka słupków ustawionych na parkingu. To element całego ekosystemu.
I chyba właśnie w tym kierunku będzie rozwijała się infrastruktura ładowania przez najbliższe lata.
Bo kierowcy nie szukają już tylko wolnego gniazda.
Szukają miejsca, do którego będą chcieli wrócić.